(b)Log a rYtm dyskretny, dziesiętny acz zespolony…

poezja zielonej chmury, wędkarstwo i magnokrafty

dDonate US

Please! d*Donate US
[* don't]

Jeśli pragniesz wesprzeć finansowo zapracowanego artystę – estetę

/* nwD START [! nwD: nieco większa Dygresja !] */

,który projektuje i ubiera w najpiękniejsze goździki światowej poezji tyrtejskiej acz liberalnej, swoje najwznioślejsze stany umysłu,
,który buduje krótkie i zrozumiałe zdania
,a także (wracając do początku zdania, które aktualnie czytasz
Drogi Czytelniku naszego SkB [! Super !kURWA Blog !] i
, który powtórzył właśnie
‘który’ [przed mD i po mD {mD - mini Dygresja}]
, który bo właśnie o nim mowa
wsadza te przepiękne twory wierszowane w internet,
byś Ty Kochany Czytelniku mógł delektować się nimi
ZA TOTALNĄ DARMOCHĘ!
na zasadach licencji
aMTkO – PśP
[a Mogłem To kURWA Opylić - Perełki światowej Poezji],

/*  nwD KONIEC  */

STANOWCZO APELUJEMY: NIE RÓB TEGO!

Obudź się! Kup gazetę lub chociaż poproś o pomoc kogoś mądrego.

Takie są fakty! [anty dynamity /*  dynamiczne mity  */].

Nie zapominaj! o tym że rzeka wciąż w płynie!

Jesteśmy artystami avangardy ‘on / off nadcastingo’wej’
[ "Podstawy obsługi odbiorników RTV - Survival Guide":
"żeby móc (off) najpierw trzeba (on)" ].
Wydawać się może, że “artysta głodny jest płodny”
jak śpiewał Gazik – śpiewający poeta, popularny w kręgach ‘trudnej młodzieży’,
dawno temu.
Ponoć nasze mamy były wtedy młode buhaha! hhohoho!
(sorki.. ale zawsze jak chcę to sobie wyobrazić kończy się wielką beką – do łez ).
PampaRej jak mawiał Heroglif,
sikor zapierdala – czasy się zmieniają.
My Artyści (przez pogrubione A) On / Off
Sramy banknotami i pierdzimy bilonem.
I nie ma się z czego śmiać.
Śmieszne to to było jakiś czas temu.
Kiedy zrozumieliśmy, że zasrana kasa odebrała nam już
wszystkie ulubione kąty, było już za późno.

Walka z kasą wymaga od nas ciągłych wyrzeczeń.

  1. Zasada nr 1 – chcesz się wysrać – idź na spacer!
  2. Zasada nr 2 – przestaw się w tryb “ekologiczny”

Od 7 miesięcy nie srałem we własną porcelankę. W gronie przyjaciół mam najlepszy uptime.
Paradoksalnie nie jest łatwo przestrzegać zasady nr 1, jednocześnie stosując zasadę nr 2.
/*  mD START  */
Radykalnie ekologiczne poglądy, każdy z nas szczęśliwie – ma od urodzenia. Chyba nawet poznaliśmy się
ze sobą na happeningu “Zielone Płuca” organizowanym przez naszego (wtedy) mentora: dostawcę kukurydzy o tajemniczej ksywce: tomabyćgram?. Zawsze byliśmy na bieżąco. Ekologii uczyliśmy się na materiałech szkoleniowych prosto ze stolicy światowego eko-stylu Amsterdamu [przez duże A + całość w strongu].
/*  mD END  */
No więc jaramy tony tej trawki. Zawijamy ją w te banknoty i tak po 2 godzinach
walki z zasraną kasą, gołym okiem widać, że metoda doskonała. Poczucie skrępowania mija, robi się jasno.
I właśnie w takim momencie,
kiedy jesteś krok od sukcesu,
..gdy chcesz się dzielić radością z przyjaciółmi…
choć wiesz, że w tym stanie eko-kontemplacji…
komunikacja werbalna nie zaistnieje…
.. a większość pakietów mózg – reszta ciała, ginie gdzieś po drodze….
trudno jest pamiętać o zasadzie nr 1. Mój uptime 7 miechów.
Tak – już 7 miesięcy szczęście mnie nie opuszcza. Koledzy niestety nie mogą
pochwalić się takim wynikiem. Każda bitwa kończy się tak samo…
zawsze !kURWA, ale to !KURRRRWA! ZAWSZE! przynajmniej jeden z nich łamie zasadzę nr 1, bezczelnie srając we własne gacie!
Z takim oddziałem nigdy nie wygramy tej pierdolonej wojny! Coraz częściej zastanawiam się nad odejściem od drużyny. Dosyć mam słabeuszy, nie mogących zapanować nad fekaliami. Jak to jest, że ja skutecznie trzymam
swoją dupę w ryzach całe 7 miesięcy, a oni nie? Czy 10g zwykłej holenderskiej trawki, przyprawionej co najwyżej eterem (dla smaku) to naprawdę aż tak wiele? ###

### Jest 25.08.2006.

Dwa dni minęły a ja wciąż nie mogę się otrząsnąć…

Ale może zacznę od początku…

Kiedy dotarło do mnie dwa dni temu, że lekkomyślny czytelnik – dotator, fascynat pięknej poezji świata miedzianej kropki unicestwienia, który z wdzięczności wbija nam banknot w plecy, robi to przecież w dobrej wierze. Zwłaszcza, że przecież fakt, że nie umieściliśmy prośby o wsparcie finansowe nie znaczy, że go nie potrzebujemy. Poczucie obowiązku nakazało mi przerwać bitwę [dla ciebie drogi czytelniku!] z banknotami na rzecz napisania prośby don’t donate!

(…) a że pokonałem już 5 banknotów 100$, pisałem, pisałem… czasem kasując kilka ostatnich zdań, napisanych niechcący wierszem. Ten kto prozę obiecuje, z ryja swego robi szmatę, gdy podstępnie rym przemyci, jedząc chińską karimatę.

Byłem pewien, ze napisałem kilka zdań prostych, bałem się że strona śmiesznie będzie wyglądać jak bedzie na niej tak niewiele. Myślę – nieważne, że to mało, zapisać dzieło czas kochany. Za-pisz za-za-pisz bo znów prze-ga-ga-pisz za-piszcz-pisz-zak-pisz ty co tak wstrętnie capisz.

Więc zapisałem. Nie znane mi mechanizmy internetowego spok-twora wprowadziły moją internetową oglądarkę w stan ducha. Nie wiem, czy dobrze to rozumiem, jestem w końcu poetą a nie programatorem, ale gdybym miał nazwać jakoś to co ujrzałem – nazwał bym to właśnie stanem ducha. Wstrząsające przeżycie! Czysty Meta-amfo-ryzm, osnuty żółtą nicią beletrystyki istnienia egzystencji nie o kieł z nozy. Opiszę co widziałem. Kto wie, może wśród miłośników mojej cudownej poezji samotnej wisienki w tym iglastym lesie, jest jakiś chaker, który mi to wytłumaczy.

Oto jak było i stało się:

  • przypucowawszy się o zapisaniu dokończyłem zdanie kropką i natychmiast rozpocząłem rozglądać się za przyciskiem ‘zapisz’
  • znalazłem przycisk ‘zapisz’, siadłem wygodnie by wycelowany kursor nie zboczył z przycisku i przycisknąłem…
  • wtem oglądarka się znikła!
  • ha! pomyślałem – pewnie schowała się pod moją tapetą z kobietami pokazującymi piersi [i cipy ;-) ]
  • zacząłem zamykać okna w celu dotarcia do tapety
  • dotarłem …
  • ….i zemdlałem

Nie wiem ile czasu leżałem nieprzytomny na ferro-magnetycznym dywanie wolframonu. Wstałem i pomyślałem sobie “spadłem”, po szybko postanowiłem “siądę”. Zrobiłem co wyżej i nagle!!!

  • ujrzałem pozamykane wszystkie okna były – tapetkę. a na niej duch oglądarki.
  • myślę nie no halo!
  • nacelowałem kursor myszy na ikonę otwarcia oglądarki
  • w skupieniu i z zaskoczenia wykonałem szybki, celny dwuklik
  • ….czekam
  • .. i nic
  • oglądarka się nie pojawiła

Jej duch – widmo na tapecie zdawał się wołać o pomoc. Prawie jestem pewny, że zjawisku towarzyszyły diabelskie szepty zza tapety, przeplecione czasem cichuteńkim ‘help me’ i coś jakby ‘zabij procesję w backgroundzie’. Przerażony wyjrzałem przez okno, ale nie zauważyłem żadnej procesji. Wyłączyłem komputer, po czym spaliłem dwuletnią prenumeratę ultra – awangardowego młodzieżowego pisma ‘Nasz Dziennik’ [niektórzy tym podcierają dupę], pół słoika trawki, 513 DDR RAM, dorzuciłem też do pieca jubileuszowe wydanie [moje ukochane!] ‘Magazynu wędkarskiego’. Poskutkowało! Oglądarka odzyskała duszę…

(…) i (…) (.?.)

No dobrze, jak szczerość zaczynasz to do końca szczerości używaj. Miała być to tajemnica, ale co tam. Przyznam się, że 15 miesięcy temu – od kiedy postanowiłem zostać chakerem – systematycznie i konsekwentnie, uczę się chakery po 3h dziennie. I już nawet troche chakerem jestem. Przepatrzyłem internet szukając odpowiedzi, czym jest ów stan ducha. Dowiedziałem sie [nie o ficjalnie], że zamieszanie wywołała JAVA Z KRYPTY!
Tak, tak kURWA tak, tak. Popierdolona jest tak ci ona, ze oglądarka czasem wykona znik! a nawet zgon!a.

Written by duchświntuch

sierpień 23, 2006 @ 00:04